Historia naszej znajomości

Dokładnie 11 lat temu 14 marca,w dniu urodzin mojego brata próg naszego domu przekroczyła pewna maleńka istotka,zupełnie obca miesięczna wtedy Julka wraz ze swoimi rodzicami. Teraz już moja duża pannica, moja bo zostałam jej matka chrzestna..I można powiedzieć staliśmy się rodziną :)
A wszystko zaczęło się tak:
On pracował przy budowie dyskoteki a wieczory spędzał w mało uczęszczanej wtedy kawiarni gdzie pracowała moja mama.Przychodził dzień w dzień i ze spuszczoną głową popijał gorącą herbatę.Siedział przygnębiony i wiecznie zamyślony,mało mówił..Aż pewnego wieczora zapytał moją mamę czy nie wie przypadkiem gdzie by mógł wynająć pokój,bo ma dość i chciał by ściągnąć do siebie swoją kobietę i córkę.Moja mama długo nie myśląc bez zastanowienia powiedziała,że może mu wynająć i pierwszy raz zobaczyła na jego twarzy uśmiech.Zależało mu bardzo bo już następnego dnia,pamiętam jak dziś,że był to czwartek przyjechał zobaczyć pokój i nie miał wątpliwości,że już w niedziele będą wszyscy razem :)
Mój brat na początku nie bardzo był zadowolony bo musiał opuścić swój pokój,ale gdy nadeszła niedziela cały dzień wyczekiwaliśmy naszych lokatorów,nie mogliśmy się doczekać a to przecież zupełnie obcy ludzi.Późno wieczorem nadjechał wyczekiwany biały bus a z niego wysiadły dwie dorosłe osoby i jedna maleńka istotka.On już nas widział więc trochę pewniej z nami rozmawiał,Ona przestraszona usiadła na fotelu z dzieckiem na ręku nie mówiła nic.A maleństwo ssało cycusia i przysypiało.Od pierwszej chwili zakochałam się w tej małej :)Ona miała buzię opuchniętą,bo jak się okazało dentysta usunął jej zęba i strasznie bolało dlatego nie za bardzo mogła mówić.Było późno więc szybko ponosiliśmy ich torby do pokoju i poszliśmy spać,choć nie wiem czy tej nocy w ogóle ktoś zmrużył oczy..

Następnego dnia, nie mogłam się doczekać aż zobaczę tą kruszynkę ale nikt nie schodził z góry nawet do kuchni.On już wcześnie rano pojechał do pracy a Ona przestraszona zeszła dopiero w porę obiadu zrobić sobie zupkę chińską..Nie mogliśmy na to patrzeć,jak matka karmiąca dziecko piersią może jeść takie rzeczy?Z czego to maleństwo ma czerpać siłę?Tak być nie mogło wraz z mama zanieśliśmy jej porządny obiad i tak z dnia na dzień nasze relację zaczęły się polepszać.Wyczekiwałam tylko powrotu do domu ze szkoły aby móc iść chociaż posiedzieć przy Juleńce.
Nie zapomnę też pierwszego spaceru,oczywiście to ja z nią wyszłam ale i tak nie obyło się beż gadania ludzi,jak to na małej wiosce ale potem wszyscy zaakceptowali nową sytuację i nowych uczynnych sąsiadów.Bo na prawdę o co tylko się poprosiło On wszędzie był,wszystko potrafił zrobić,normalnie chłopak do rany przyłóż.Ona też zajmowała się domem jak swoim,robiła wszystko aż w końcu wyszło na to,że wynajmowali pokój tylko za pomoc na gospodarce.

To,że nie byli małżeństwem też wiedzieliśmy bo przecież nie mieli nawet domu,własnego kąta w którym mogli by stworzyć rodzinę.Nie przeszkadzało nam to w załatwieniu chrztu dla Julki.
Pewnego dnia gdy On wrócił z pracy za nim wjechał nie znany nam samochód,okazało się że to jego rodzice,przyjechali poznać wnuczkę.Choć nie obyło się bez krzyków,jakoś te relacje między nimi powoli się układały i wraz ze mną Julkę na chrzcie trzymał jego szwagier.Oczywiście cała uroczystość odbyła się u nas.
Czas bardzo szybko leciał bardzo się do siebie przyzwyczailiśmy,Julka była moim oczkiem w głowie ale w końcu nadszedł dzień w którym postanowili wyprowadzić się do jego rodziców i zacząć układać sobie życie.
Płakaliśmy wszyscy okropnie gdy się pakowali,bo przecież przeżyliśmy ze sobą dużo pięknych chwil.Wiedziałam,że będę nas odwiedzać,że nie raz pewnie ja tez tam pojadę ale łzy same cisnęły się do oczu.
Julka z Maciejem
Pojechali...i zostały tylko telefony,przez długi czas się nie widzieliśmy Oni remontowali sobie mieszkanie i tylko to się dla nich liczyło.A my czekaliśmy cierpliwie,lecz gdy już poszli na swoje pierwszy weekend spędziłam u nich.Potem Oni przyjeżdżali do nas,każde święta czekaliśmy za naszym szkrabem.A ja co drugi weekend po szkole siadałam w autobus i nic więcej się dla mnie nie liczyło.Julka trochę podrosła i oboje chcieli pójść do pracy,przecież musieli z czegoś spłacać mieszkanie,a wić oczywiście musieliśmy pomóc.Maleńka tygodnie spędzała z nami a weekendy z rodzicami,jeden weekend byli u nas a następny to ja wsiadałam z nią w autobus i zabierała małą do nich.
Po pewnym czasie wzięli ślub,uroczystość zrobili skromną u siebie,jakoś się im układa,myślałam wtedy..
Pomyliłam się,wtedy się zaczęło,nie spodziewałam się,że On ten pracowity ten dobry człowiek okaże się takim tyranem.Nigdy bym nie pomyślała,że będę ubierać dziecko w nocy i uciekać bo On potrafił nawet wystawić drzwi i nimi rzucać...
Wtedy dopiero jak miarka się przebrała i gdy już przy mnie pokazywał co potrafi to Ona zaczęła mówić co się dzieje,jaki koszmar Ona przechodzi.A gdy szła po pomoc do jego rodziców mieszkających za ścianą to jego matka twierdziła,że Ona też tak miała i musi to przeżyć.
Długo w tym trwała bała się go zostawić,bo jak nie bił to przecież był dobrym człowiekiem...Gadałyśmy po nocach,szukałyśmy wyjścia z tej sytuacji,było tylko jedno i w końcu go zostawiła,zwyczajnie uciekła ...Oczywiście wróciła do nas bo przecież nie miała rodziny to dokąd miała pójść,Julka miała wtedy 5 lat moi rodzice dla niej byli najlepszymi dziadkami a ja ukochaną ciocią..
Od tego dnia zatruwał nam życie,nie dawał spokoju.Przyjeżdżał,krzyczał-byliśmy najgorsi.Nie raz była u nas policja,nie raz płakaliśmy.A najgorzej przechodziło to Julia,nie wiedzieliśmy jak tłumaczyć to wszystko dziecku..
Sprawa rozwodowa ciągła się dwa lata,składaliśmy setki zeznań przeciwko niemu,bo niestety byłam świadkiem nie jednej sytuacji.Cała czas baliśmy się co jeszcze wymyśli,bo przecież do głowy przychodziły mu coraz to lepsze pomysły.Jak nie porwanie Julii to próbował się powiesić prawie na naszych oczach.To człowiek chory...ciągle walczył a my żyliśmy w strachu..

W końcu dostali rozwód,oczywiście z jego winy,trochę odpuścił po otrzymaniu wyroku.Ona próbowała sobie na nowo ułożyć życie,nowa szkoła dla Julii nowe miejsce,nowe możliwości.Cichy kochający facet,całkiem inny.Mieszkali nie daleko ,znowu się częściej widywaliśmy,myślałam,że jest szczęśliwa,bo była tak mówi.Byli ze sobą dwa lata lecz nie wyszło,rozstali się ale tym razem na innych warunkach po prostu cicho,spokojnie.
Całkiem nie dawno znowu ją przeprowadzałam ale przecież jak można nie pomóc własnej "siostrze"
Teraz mieszkamy od siebie 7 km,bardzo często z Marcelkiem odwiedzamy nasze kochane kobiety.Dziadki oczywiście też,bo choć Julia już wszystko wie moi rodzice chyba już zawsze będą jej "prawdziwymi "dziadkami. :)

Mam nadzieję,że teraz los będzie dla nich bardziej łaskawszy,bo przecież już dosyć przeszły w życiu.

2 komentarze :

  1. Oby mama Julki w końcu znalazła fajnego i zaradnego faceta, który zaopiekuje się rodziną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy taką nadzieje,choć na razie mówi że samej jej dobrze.Ma przynajmniej czas dla Julii.

      Usuń

Marcelkowa © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka